Recenzja Etiopia Single Origin - Moje ESPRESSO


W moje ręce trafiło kolejne opakowanie kawy od Moje Espresso. Tym razem osobiście dostałam je od Dominiki, z którą miałam okazję porozmawiać podczas mojej wizyty w Gdańsku. Mam nadzieję, że czytając tą recenzję nie zrobi mi korekty tekstu i nie usunie tego, co dalej napiszę. Otóż Dominika jest wyjątkową osobą,
bo magicznym sposobem łączy pracę w korpo, bycie mamą, żoną i prowadzenie sklepu kawowego. Jak!? Naprawdę często zadaje sobie pytanie "Jak Ona to robi!?" Chciałabym czasami posiąść tą niezwykłą umiejętność wydłużenia doby, czy jak ona tam sobie z tym radzi. Nie mówiąc już o tym, że dodatkowo stara się rozwijać swoją wiedzę i pasję kawową oraz uprawia sport. Ponownie więc pytam: "JAK?!"

Wracając do ziarenek, które ochoczo grzechoczą w paczce z nalepką "Spider-kobiety", ale tym razem opisanej jako ETIOPIA, postanowiłam sprawdzić, co tam nowego się wypaliło dla Moje Espresso przez Java Coffee. Gdy dzierżymy
w dłoniach paczkę ziarna z Etiopii od razu nasza wyobraźnia wędruje do kwiatowo-owocowych, nieco herbacianych wspomnień aromatycznych i smakowych.
Z nieukrywaną ciekawością postanowiłam sprawdzić, czy Etiopia jest tak samo pyszna jak Honduras. Na premierę wybrałam dripa Kalita. Ekstrakcja w nim jest bardzo równa, a napar zazwyczaj wychodzi bardzo pełny.

 Receptura na dripa Kalita:

Kawa: 24g ziarna (zmielonego i przesianego ziarna)

Woda: 400 ml (zmineralizowana Third Wave Water)

Temperatura: 88 stopni

Preinfuzja: 30 sekund

Czas przelewu: 2:50

Zaraz po zaparzeniu powitał mnie kawiatowo-herbaciany aromat. Zamieszałam serwerem i delektowałam się zapachem unoszącym się z niego. Przelałam napar do filiżanki i zdegustowałam. Delikatny smak z wyraźnymi, wybijającymi się szczegółami. Niby tropikalnie słodka i subtelna, ale o zaczepnej cytrynowo-brzoskwiniowej kwasowości i charakternej grejpfrutowej goryczce.

Po tym ciekawym pierwszym podejściu bez ceregieli przechodzę do chemexu - trzeba sprawdzić, czy coś się nie chowa w tej kawce, bo przy utracie temperatury coś mi się rozjeżdża.

 

Receptura na Chemex:

Kawa: 24g ziarna (zmielonego i przesianego ziarna)

Woda: 400 ml (przefiltrowana - Brita)

Temperatura: 90 stopnie

Preinfuzja: 30 sekund

Czas przelewu: 3:45

I tym razem wychodzi to, co wcześniej czaiło się gdzieś daleko w tle - mokre drewno i inne piece. Mimo tej niedogodności, w aromacie można wyczuć brzoskwinie, a w smaku earl grey, mango i cytrynę.

Chemex obnażył trochę mniej fajną stronę tego ziarna, ale nie ma się co poddawać, trzeba testować. Tym razem dripp od Bialletti. Tak, producent znany z kawiarek ma w swojej ofercie też French Pressy i drippy. Ten bardzo przypadł mi do gustu. Przypomina on Hario v60, ale nie jest okrągłym, a ośmiokątnym stożkiem z podłużnymi wypustkami. Pasują do niego dedykowane v60 filtry. Pozostałe plusy? Jest czarny - plus estetyczny i wykonany z tworzywa- plus wyjazdowy. Ekstrakcja jest równa i do złudzenia przypomina Hario v60.

 

Receptura na drippa Bialetti:

Kawa: 18g ziarna (zmielonego i przesianego ziarna)

Woda: 300 ml (zmineralizowana Third Wave Water)

Temperatura: 89 stopni

Preinfuzja: 30 sekund

Czas przelewu: 2:35

Chyba Etiopia lubi się z drippami, bo ponownie wyszedł mi bardzo smaczny napar. Co prawda tracił wraz z obniżaniem się temperatury, ale pierwsze wrażenia były naprawdę fajne. Brzoskwiniowo-morelowy aromat oraz smak cytrynowego earl greya dopełniony tropikalną słodyczą. Bardzo podobnie smakowała, gdy zaparzyłam ją w klasycznym Hario v60.

Zastanawiałam się nad metodą, która wyeksponuje zalety, a ukryje wady tej kawy - Aeropress! To takie oczywiste, banalne, łatwe i przyjemne, a zarazem szalenie otwierające pole wyobraźni i eksperymentom.

 

Receptura na AeroPress Classic:

Kawa: 17,5g ziarna (zmielonego i przesianego ziarna)

Woda: 285 ml (zmineralizowana Third Wave Water)

Temperatura: 91 stopni

Preinfuzja: 45 sekund

Czas przelewu: 2:00 min

Tym razem inaczej niż zazwyczaj parzę, bo w pozycji classic. W sitku umieściłam
2 papierowe filtry, zakręciłam je, przelałam gorącą wodą i umieściłam tubę na kubku. Do środka wsypałam kawę zmieloną nieco drobniej niż do dripa. Zalałam ziarno około 90ml wody i odczekałam, aż timer pokaże 45s, po czym dolałam tak, by łącznie było 285 ml. Tłok założyłam około 1:15 min wsuwając i lekko zaciągając z powrotem w górę, tak by napar nie spływał do kubka. Gdy minęła 1:40 min złapałam tubę i zakołysałam ją, by zamieszać całość, a około 1:45 min zaczęłam przeciskać napar.

To co uzyskałam niesamowicie mnie zaskoczyło. Herbaciany aromat z nutami bergamotki i soczyście owocowy oraz zbalansowany smak brzoskwiń i cytrusów.

Aby się upewnić, że nie najgorzej idzie mi opisywanie receptur, jedną z nich zapisałam na karteczce i poprosiłam Grzesia, który kawy nie pije, nie lubi i nie zanosi się, by to się zmieniło (tak, też nie wiem jak tak można) o zaparzenie jej dla mnie.

Receptura na Aeropress Invert:


Kawa: 18g ziarna (zmielonego i przesianego ziarna)

Woda: do pełna (zmineralizowana Third Wave Water)

Temperatura: 90 stopni

Preinfuzja: 30 sekund

Czas przelewu: 2:15 min

Grzesio ustawił aeropress w pozycji invert, wsypał kawę zmieloną na dripa i nalał tyle wody, by zamoczyć całe ziarno. Delikatnie przemieszał, bardziej zanurzając ziarno niż je mieszając i odczekał, aż timer pokaże 30 sekund. Następnie dolał wodę do pełnego aeropressu i zakręcił sitko z pojedyńczym, wcześniej przelanym filtrem papierowym. Gdy minęła 1:45 min rozpoczął przeciskanie, które trwało 30 sekund.

Ponownie napar z AeroPressu wyszedł pyszny. Znów pojawił się herbaciany aromat, tym razem dopełniony nutami moreli i brzoskwiń, a w smaku lekki, owocowy i słodki.

 

Na zakończenie testów postanowiłam użyć jednego z najświeższych na rynku drippów - Smart Dripper Brewista. Przypomina on nieco Kalitę, ale ma podwójne szklane ścianki. Postanowiłam wykorzystać jego potencjał i równą ekstrakcję, aby wypróbować pewien pomysł.

 

Receptura na drippa Brewista:

Kawa: 19g ziarna (zmielonego odrobinę grubiej niż do v60  i przesianego ziarna)

Woda: 310 ml (Nestle Pure Life)

Temperatura: 91 stopni

Preinfuzja: 30 sekund

Czas przelewu: 6:37

Wsypałam ziarno do przelanego wcześniej papierowego filtra, do 30 sekundowej preinfuzji użyłam 60ml wody w temperaturze 91 stopni. Następnie wykonałam
2 zalania - 85ml i gdy woda nieco zleciała 165 ml.

Napar wyszedł doskonale zbalansowany, przypominający mocną, czarną herbatę
z lekko przebijającą się słodyczą i delikatną, przyjemną goryczką na finiszu. Zaskakująco smaczny eksperyment.

 

Jak pewnie zauważyliście, kawa ta świetnie odnajduje się zarówno w drippach,
jak i w aeropressie. W odróżnieniu od większości etiopskich kaw, na których pracowałam, ta lubi wyższą temperaturę 90-93 stopnie. Mimo pewnych niedociągnięć, które pojawiają się w naparze z chemexu i z drippów stożkowych przy utracie temperatury, można znaleźć w tym ziarnie wiele pozytywnych cech. Jeśli lubicie herbaciane, zbalansowane kawy, które poza delikatną słodyczą, są również owocowe, to jest to pozycja warta Waszej uwagi. Mimo, że Honduras wydał mi się lepiej wypalony, to Etiopia moim zdaniem również trzyma poziom. Czas, byście Wy spróbowali i sami wyrazili swoją opinię.

Przejście do strony kawy


Autor: Basia Kapela

<< Blog o kawie - recenzje, wiedza, ciekawostki
Tagi:
  • blog
  • recenzja
Copyright © 2017 Moje ESPRESSO - Kawa do kawiarki, herbata, akcesoria

Design by Stronny